Listopadowy Rekord 31,60kg
Autor: Przemek Wamberski
Data dodania: 09-12-2024
Wyświetleń: 503
Z rybami również bywało rożnie gdy zimno i wietrznie brań nie brakowało, ale bywały takie późnojesienne zasiadki że brań było jak na lekarstwo. Wspomnę że przeważnie taka jesienna zasiadka trwał minimum tydzień a czasem więcej. Tak też było i w tym roku tydzień nad wodą od poniedziałku do poniedziałku. Po przedyskutowaniu strategii z moim sąsiadem Przemkiem łowiącym po prawej stronie na stanowisku obok postanowiliśmy postawić marker w odległości stu dwudziestu metrów na blacie o głębokości ośmiu metrów i ostro go zasypać iście dywanowo. Ja jeden zestaw kładę po prawej stronie markera a Przemek po lewej stronie markera, konsekwentnie wywożąc zestaw łódką zanętową wraz z dodatkową porcją karpiowego żarcia. A następnymi zestawami szukamy ryb w obrębie swojego stanowiska, w różnych ciekawych miejscach.
Jak to bywa na takich wcześniej zaplanowanych zasiadkach ryba kompletnie nie żeruje Przez cztery dni woda praktycznie stoi nawet grama wiaterku by marszczył wodę, do tego mglisto i ponuro a ciśnienie tak wysokie że w głowie się kreci. Różne kombinacje przynętowe i zanętowe nie dawały efektu. W czwartek wieczorem wywiozłem zestaw na prawie dwieście metrów jako przynęta na włosie mały orzeszek kulka Bio rak 25mm i znowu mały orzeszek, Przynęta jak dla mnie śmieszna wielka kula z przyklejonymi orzeszkami. Ale jak ryba nie bierze to się wydziwia i cuduje aż śmieje się człowiek sam z siebie. W nocy z czwartku na piątek zaczęło coś powiewać można było odczuć delikatnie zmieniającą się pogodę. Gdy rano odezwał się sygnalizator i nastąpił powolny odjazd ryby pomyślałem że to jakieś żarty. Podniosłem kija i nawet z tak daleka poczułem dużą rybę a że łowię na wędki o krzywej ugięcia 2,25lb odczuwałem nawet delikatne zrywy i kopnięcia ryby. Hol był emocjonujący i zakończył się dobrym podebraniem i na macie położyłem pięknego lustrzenia waga pokazała równe 23kg. Po sesji zdjęciowej , ta ryba dała motywacji nie tylko dla mi ale dla również moich kompanów jesiennej zasiadki. Jeszcze tego samego ranka Przemek ma branie i na macie ląduje ładny karpik. Już myśleliśmy że wszystko wraca na dobre tory i ryby się rozkręcą a tu cisza. Woda znowu stanęła mija doba ,druga i już człowiek myśli o zwijaniu i pakowaniu majdanu .Szukanie ryby w różnych miejscach nie zwiększyło brań.
Jednak konsekwentnie i z uporczywością jeden zestaw wywoziłem pod ustawionego markera od tygodnia codziennie ląduje tam zestaw i jakieś trzy kilo towaru. Jako przynęty użyłem kulki Wild killa 25mm plus małego białego popka 10mm Bio raka, komiczna przynęta. Jak dla mnie bo jestem zwolennikiem dużych i konkretnych przynęt bynajmniej na tej wodzie. Po tylu dniach nad woda mając jedno branie, do pewnego momentu każde piknięcie sygnalizatora podrywało na nogi, Ale przychodzi czasze że nie reagujesz na pojedyncze piknięcia i całkowicie nie zwracasz uwagi lub delikatnie lekceważysz. Tak było w przypadku drugiego brania.
Ranek jeszcze przed świtem gdy smacznie sobie spałem zakopany w śpiwór pojedynczy pik centralki przebudził mnie ze snu, tak naprawdę to byłem tak zaspany że obróciłem się na drugi bok i odleciałem ponownie. Nie wiem ile to trwało gdy przez sen usłyszałem drugi pik a za chwilę trzeci to już mnie podniosło, usiadłem na łóżku i patrzyłem w mrugającą centralkę, prawy żółty sygnalizator czyli z pod markera mijały sekundy a ty cisza. Tak rozbudzony postanowiłem wstać i wyjść za potrzebą , gdy ubierałem buty dźwięk centralki rozszalał się ponownie. Wyskoczyłem z namiotu i dla pewności wsłuchując się w przyciszony dźwięk sygnalizatora słyszałem terkotanie obracającej się szpuli kołowrotka. Podniosłem kija i na końcu poczułem upragniony ciężar, JEST, ryba zbytnio nie wariowała ale czuć było wielką jej masę, Jak to zawsze się porównuje żywy worek ziemniaków ,który pływa niczym powolna ciężka lokomotywa. Hol był dość emocjonujący i nie obył się bez przeszkód bo ryba przepłynęła przez leżący obok zestaw i musiałem przekładać wędkę pod wędką. Trochę małych komplikacji i z pierwszym podejściem udało mi się podebrać rybę.
Wyciągając karpia na matę dopiero wtedy poczułem jej masę i że jest to ciężki kaliber .Wagę którą wziąłem na tej zasiadce była to zegarowa waga do 27kg i gdy powiesiłem karpia w worku po wcześniejszym wytarowaniu wskazówka obróciła się wkoło i zatrzymała przekraczając 4,60 kg . Nie mogłem uwierzyć że aż taka waga wyskoczyła, szybko zbudziłem kolegów do komisyjnego zważenia. Przemek przyniósł elektroniczną wagę która wskazała 33,450kg minus tarę worka 1,80kg co daje przekroczone 31,60kg wagi karpia. Jest to NOWY REKORD WODY i pierwsza trzydziestka w tym zbiorniku. Oczywiście wspomnę że to też jest MÓJ nowy rekord, choć nie łowię karpi dla rekordów ale gdzieś ta granica wagi też ma swoje miejsce. Dziękuję moim kompanom za wspaniałą zasiadkę.
Pozdrawiam z karpiowym uśmiechem
PRZEMEK WAMBERSKI
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Artykuły
Jesienną zasiadkę nad brzegiem tej głębokiej żwirowni zaplanowaliśmy już w tamtym roku, to już nie pierwszy raz gdy spotykamy się w gronie przyjaciół zakończyć sezon karpiowy z małym przytupem. Lata wstecz z jesienną pogodą bywało różnie było zimno i mrożnio, wietrznie i porywiście a nawet bywały zasiadki z piękną pogodą, iście polska złota jesień.

Z rybami również bywało rożnie gdy zimno i wietrznie brań nie brakowało, ale bywały takie późnojesienne zasiadki że brań było jak na lekarstwo. Wspomnę że przeważnie taka jesienna zasiadka trwał minimum tydzień a czasem więcej. Tak też było i w tym roku tydzień nad wodą od poniedziałku do poniedziałku. Po przedyskutowaniu strategii z moim sąsiadem Przemkiem łowiącym po prawej stronie na stanowisku obok postanowiliśmy postawić marker w odległości stu dwudziestu metrów na blacie o głębokości ośmiu metrów i ostro go zasypać iście dywanowo. Ja jeden zestaw kładę po prawej stronie markera a Przemek po lewej stronie markera, konsekwentnie wywożąc zestaw łódką zanętową wraz z dodatkową porcją karpiowego żarcia. A następnymi zestawami szukamy ryb w obrębie swojego stanowiska, w różnych ciekawych miejscach.

Jak to bywa na takich wcześniej zaplanowanych zasiadkach ryba kompletnie nie żeruje Przez cztery dni woda praktycznie stoi nawet grama wiaterku by marszczył wodę, do tego mglisto i ponuro a ciśnienie tak wysokie że w głowie się kreci. Różne kombinacje przynętowe i zanętowe nie dawały efektu. W czwartek wieczorem wywiozłem zestaw na prawie dwieście metrów jako przynęta na włosie mały orzeszek kulka Bio rak 25mm i znowu mały orzeszek, Przynęta jak dla mnie śmieszna wielka kula z przyklejonymi orzeszkami. Ale jak ryba nie bierze to się wydziwia i cuduje aż śmieje się człowiek sam z siebie. W nocy z czwartku na piątek zaczęło coś powiewać można było odczuć delikatnie zmieniającą się pogodę. Gdy rano odezwał się sygnalizator i nastąpił powolny odjazd ryby pomyślałem że to jakieś żarty. Podniosłem kija i nawet z tak daleka poczułem dużą rybę a że łowię na wędki o krzywej ugięcia 2,25lb odczuwałem nawet delikatne zrywy i kopnięcia ryby. Hol był emocjonujący i zakończył się dobrym podebraniem i na macie położyłem pięknego lustrzenia waga pokazała równe 23kg. Po sesji zdjęciowej , ta ryba dała motywacji nie tylko dla mi ale dla również moich kompanów jesiennej zasiadki. Jeszcze tego samego ranka Przemek ma branie i na macie ląduje ładny karpik. Już myśleliśmy że wszystko wraca na dobre tory i ryby się rozkręcą a tu cisza. Woda znowu stanęła mija doba ,druga i już człowiek myśli o zwijaniu i pakowaniu majdanu .Szukanie ryby w różnych miejscach nie zwiększyło brań.

Jednak konsekwentnie i z uporczywością jeden zestaw wywoziłem pod ustawionego markera od tygodnia codziennie ląduje tam zestaw i jakieś trzy kilo towaru. Jako przynęty użyłem kulki Wild killa 25mm plus małego białego popka 10mm Bio raka, komiczna przynęta. Jak dla mnie bo jestem zwolennikiem dużych i konkretnych przynęt bynajmniej na tej wodzie. Po tylu dniach nad woda mając jedno branie, do pewnego momentu każde piknięcie sygnalizatora podrywało na nogi, Ale przychodzi czasze że nie reagujesz na pojedyncze piknięcia i całkowicie nie zwracasz uwagi lub delikatnie lekceważysz. Tak było w przypadku drugiego brania.

Ranek jeszcze przed świtem gdy smacznie sobie spałem zakopany w śpiwór pojedynczy pik centralki przebudził mnie ze snu, tak naprawdę to byłem tak zaspany że obróciłem się na drugi bok i odleciałem ponownie. Nie wiem ile to trwało gdy przez sen usłyszałem drugi pik a za chwilę trzeci to już mnie podniosło, usiadłem na łóżku i patrzyłem w mrugającą centralkę, prawy żółty sygnalizator czyli z pod markera mijały sekundy a ty cisza. Tak rozbudzony postanowiłem wstać i wyjść za potrzebą , gdy ubierałem buty dźwięk centralki rozszalał się ponownie. Wyskoczyłem z namiotu i dla pewności wsłuchując się w przyciszony dźwięk sygnalizatora słyszałem terkotanie obracającej się szpuli kołowrotka. Podniosłem kija i na końcu poczułem upragniony ciężar, JEST, ryba zbytnio nie wariowała ale czuć było wielką jej masę, Jak to zawsze się porównuje żywy worek ziemniaków ,który pływa niczym powolna ciężka lokomotywa. Hol był dość emocjonujący i nie obył się bez przeszkód bo ryba przepłynęła przez leżący obok zestaw i musiałem przekładać wędkę pod wędką. Trochę małych komplikacji i z pierwszym podejściem udało mi się podebrać rybę.


Wyciągając karpia na matę dopiero wtedy poczułem jej masę i że jest to ciężki kaliber .Wagę którą wziąłem na tej zasiadce była to zegarowa waga do 27kg i gdy powiesiłem karpia w worku po wcześniejszym wytarowaniu wskazówka obróciła się wkoło i zatrzymała przekraczając 4,60 kg . Nie mogłem uwierzyć że aż taka waga wyskoczyła, szybko zbudziłem kolegów do komisyjnego zważenia. Przemek przyniósł elektroniczną wagę która wskazała 33,450kg minus tarę worka 1,80kg co daje przekroczone 31,60kg wagi karpia. Jest to NOWY REKORD WODY i pierwsza trzydziestka w tym zbiorniku. Oczywiście wspomnę że to też jest MÓJ nowy rekord, choć nie łowię karpi dla rekordów ale gdzieś ta granica wagi też ma swoje miejsce. Dziękuję moim kompanom za wspaniałą zasiadkę.
Pozdrawiam z karpiowym uśmiechem
PRZEMEK WAMBERSKI
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Artykuły