Miejscówki
Autor: Piotr Łowiński
Data dodania: 22-01-2026
Wyświetleń: 117
Oczywiście jeśli jesteśmy mocno ograniczeni przez wydzielenie stanowiska, które w dodatku nie jest urozmaicone to pole manewru zmniejsza się i musimy wierzyć, że w obszarze wody, na którym przyjdzie nam łowić pojawią się i będą żerować ryby. A co jeśli mamy duże spektrum wyboru, poprzez głęboką i płytką wodę, muł, twarde dno, krzaki, zarośla czy twarde zaczepy w postaci zwalonego drzewa. Nie raz zdarzało mi się, że miałem istny zawrót głowy, a ilość ciekawych miejscówek starczyłaby dla kilku osób. Jak już mogliście przeczytać w moich poprzednich artykułach zazwyczaj łowię w jeziorach polodowcowych, w częściach które są bardzo głębokie lub w obszarach z podwodną roślinnością, zawadami i urozmaiconym dnie. I właśnie na opisie takich miejsc chciałbym się skupić w tym tekście.
Wcześniejsze rozeznanie pozwala mi być przygotowanym pod każdym kątem. Wiedząc wstępnie czy obszar, w którym łowię są zaczepy, dalekie dystanse do wywózki, miękkie dno itd. mogę przygotować się na każdą ewentualność i być spokojnym, że w aspekcie technicznym nic nie powinno mnie zaskoczyć. Jeśli chodzi o szukanie miejsc w których chcę położyć zestaw to aktualnie mogę wyróżnić dwie metody przy dwóch różnych rodzajach zbiorników na których łowię. Są to jeziora płytkie i głębokie. Podział, który zrobiłem dla siebie odpowiada moim potrzebom i rodzaju sprzętu jakiego będę używał do sondowania i szukania perfekcyjnych dla mnie miejsc na położenie zestawu.
Jeziora płytkie – dla mnie to zbiorniki do 3m głębokości, w których badanie dna mogę w całości przeprowadzić dokładnie „ręcznie”. Są to zazwyczaj zbiorniki, których najgłębsze miejsca znajdują się w centralnej części, a najciekawsze miejsca to linie brzegowe. Znajduje się tam roślinność taka jak moczarka, rdestnica czy lilie lub grążele. Na dnie najczęściej spotkamy muł o różnej konsystencji oraz grubości. Dla mnie są to jedne z najciekawszych i najlepszych miejsc na położenie zestawu. Karp z natury żeruje przy dnie i „ryje” w mule w poszukiwaniu wszelkiego rodzaju robaków i innych żyjątek, które się w nim znajdują. Jest to naturalna stołówka wielu ryb, które przebywają w takich miejscach ze względów żywieniowych, ale również ochronnych. Osobiście byłem świadkiem, kiedy ryba po braniu z dużej odległości, zamiast uciekać w zarośla, wolała zakopać się w głębokim mule i bezpiecznie czekać na rozwój sytuacji. Grążele czy rdestnica razem z mulistym miejscem to dla mnie połączenie doskonałe. Ryby, które wpływają w takie miejscówki nie dość, że czują się bezpieczniej to dodatkowo korzystają z naturalnej stołówki. Nigdy nie przepływam obojętnie obok takiego miejsca. Od razu w ruch idzie niezastąpiona jak dla mnie sztyca do badania dna i obstukuje sobie oczka wśród wystających roślin. Jest to najważniejsza kwestia, gdyż pod wodą mogą znajdować się najróżniejsze rzeczy. Gałęzie zwalonych drzew, mocno rozwinięty system korzeni grążeli czy jakiekolwiek inne przeszkody. Kładąc zestaw bez wcześniejszego zbadania dna, mimo wizualnie idealnej miejscówki, możemy często przesiedzieć kilka dni bez brania, a powodem będzie źle ułożony lub zaczepiony zestaw o podwodną zawadę.
Kolejnymi bardzo ciekawymi lecz trudnymi technicznie miejscami przy linii brzegowej są stare pomosty lub zwalone drzewa, których całe korony gałęzi znajdują się zazwyczaj pod lustrem wody. Są to fantastyczne miejsca tak zwane mateczniki, gdzie ryby przebywają i czują się bardzo bezpiecznie. Jeśli chodzi o samo branie, są to istne bankówki, jednak większy problem pojawia się podczas samego holu. Położenie zestawu nawet kilka metrów obok i odpowiednie zanęcenie, daje sporą szansę na to, że karp wyjdzie ze swojego podwodnego azylu i da się ponieść kubkom smakowym jednak bardzo możliwe jest, że podczas brania, za wszelką cenę będzie uciekał w miejsce, z którego wyciągnięcie go może okazać się bardzo trudne.
Osobiście zazwyczaj wybieram pierwszą opcję i uzbrojony w bolta oraz podbierak ze sztywną ramą wolę odczepiać kolejne metry strzałówki z twardych łodyg lub liści niż ciąć ją i dowiązywać podczas walki w podwodnych konarach i gałęziach.
Jeziora głębokie – powyżej 3m głębokości, które zazwyczaj są bardzo lejowate, mają ostre spady kończące się czasem nawet na kilkunastu metrach głębokości. Bardzo często występujące jeziora w Polsce, gdzie na większości obszaru, nie biorąc pod uwagę płytkich zatok, łowimy na otwartej wodzie. Spady zazwyczaj są tak ostre, że nie pozwalają na położenie zestawu przy brzegach. W takiej sytuacji nieodzownym elementem mojego wyposażenia jest dobra echosonda. Koniecznie z GPS, dzięki, któremu bez oznaczania miejsca długimi markerami, możemy wracać w to samo miejsce za każdym razem i kłaść swój zestaw z dużą dokładnością. Sonda pozwala znaleźć odpowiednie miejsca na samym spadzie, gdzie szukamy tak zwanych „półek” lub wypłaszczenia dna na końcu spadu. Głębokości w takich miejscach mogą wahać się w granicach 4, a nawet kilkunastu metrów. Wszystko oczywiście zależy od charakterystyki danego zbiornika i tego co uda nam się znaleźć. Jeżeli nasze „echo” pozwala na dokładne odczytanie rodzaju dna i rozpoznanie tego co na nim się znajduje, możemy odpuścić sobie skanowanie ręczne. Kiedy chcemy być jednak pewni miejsca gdzie za chwilę położymy zestaw, wystarczy ciężarek powyżej 200 gram, odpowiednia długość plecionki i możemy w prosty sposób upewnić się, że jest to miejsce, którego oczekiwaliśmy. Technicznie takie miejscówki są dużo prostsze, a sam hol zazwyczaj może odbyć się bez środka pływającego gdyż ryba zazwyczaj odchodzi na otwartą wodę i teoretycznie nie powinna spotkać na swojej drodze przeszkody, uniemożliwiającej jej wyholowanie. Dodatkowym atutem, który stał się ostatnio bardzo popularny to kamery podwodne. Długi kabel i coraz lepsza jakość obrazu za niewielkie pieniądze potrafią pokazać nam to, co czasem ciężko odczytać na najlepszej sondzie. Podczerwień pomaga w głębszych i ciemniejszych partiach wody, a my możemy czuć się pewni, że w danym miejscu nie czeka na nas niemiła „niespodzianka”. Dodatkowo w momencie, którego najbardziej nie lubimy, czyli ustaniu lub braku brań, w łatwy sposób możemy sprawdzić czy z naszej miejscówki znikają wrzucane przez nas kulki, pellety czy różnego rodzaju ziarna.
Najciekawsze w mojej opinii, ale dość rzadko przeze mnie odwiedzane łowiska to stare, duże żwirownie. Ukształtowanie dna w takich miejscach potrafi nie raz zaskoczyć. Już kilka metrów od brzegu możemy mieć spadki na kilka metrów, a na samym środku zbiornika po kilkudziesięciu metrach ciągłego równego blatu spotkać górki, dołki lub sporej wielkości wypłycenia, na które nierzadko można wyjść nawet po kolana z pontonu. Dlatego nieodzownym elementem sondowania na akwenach tego typu jest echosonda, a w wyborze miejscówki może ograniczać nas tylko wyobraźnia. Przed górką, za górką, na blacie, w dołkach czy na szerszych wypłyceniach. Omijamy przeważnie tylko ostre szczyty górek i spady, gdzie wiadomo, że utrzymanie zestawu oraz samo zanęcenie jest bardzo trudne i ryby przeważnie nie żerują w takich miejscach. Z uwagi na ogromną ilość ostrych krawędzi warto korzystać podczas holu ze środka pływającego. Jeżeli oczywiście znamy dobrze łowisko i nie jest to konieczne, łatwiej będzie holować z brzegu. Dno przeważnie na takich zbiornikach jest twarde, miejscami może pojawić się lekki namułek. Ryby, które muszą sobie radzić w kamienistym lub piaszczystym dnie, posiadają zazwyczaj bardzo mocno rozwinięte i twarde wargi.
Z racji, że uwielbiam naturę, las, spokój i ciszę moimi głównymi wyborami są naturalne jeziora i to właśnie we wcześniej wspomnianych miejscach szukam tego najbardziej do mnie przemawiającego i pasującego do mojej koncepcji łowienia obszaru gdzie położę swój zestaw i będę spał spokojnie. Oczywiście każdy ma swoje sposoby oraz wizje na to jak lub gdzie szukać tej najlepszej miejscówki, ale w razie jakichkolwiek pytań to zapraszam do dyskusji.
Pozdrawiam Piotr „Łowik” Łowiński.
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii MIEJSCÓWKI
Kiedy sezon rozkręci się już na dobre, a ryby chętnie zaczną pobierać pokarm, kiedy przyjedziemy już nad wodę po długim czasie oczekiwania na zasiadkę, pojawia się chwila zwątpienia i to odwieczne pytanie w głowie karpiarza. Gdzie położyć swoje zestawy?
Oczywiście jeśli jesteśmy mocno ograniczeni przez wydzielenie stanowiska, które w dodatku nie jest urozmaicone to pole manewru zmniejsza się i musimy wierzyć, że w obszarze wody, na którym przyjdzie nam łowić pojawią się i będą żerować ryby. A co jeśli mamy duże spektrum wyboru, poprzez głęboką i płytką wodę, muł, twarde dno, krzaki, zarośla czy twarde zaczepy w postaci zwalonego drzewa. Nie raz zdarzało mi się, że miałem istny zawrót głowy, a ilość ciekawych miejscówek starczyłaby dla kilku osób. Jak już mogliście przeczytać w moich poprzednich artykułach zazwyczaj łowię w jeziorach polodowcowych, w częściach które są bardzo głębokie lub w obszarach z podwodną roślinnością, zawadami i urozmaiconym dnie. I właśnie na opisie takich miejsc chciałbym się skupić w tym tekście.

Wcześniejsze rozeznanie pozwala mi być przygotowanym pod każdym kątem. Wiedząc wstępnie czy obszar, w którym łowię są zaczepy, dalekie dystanse do wywózki, miękkie dno itd. mogę przygotować się na każdą ewentualność i być spokojnym, że w aspekcie technicznym nic nie powinno mnie zaskoczyć. Jeśli chodzi o szukanie miejsc w których chcę położyć zestaw to aktualnie mogę wyróżnić dwie metody przy dwóch różnych rodzajach zbiorników na których łowię. Są to jeziora płytkie i głębokie. Podział, który zrobiłem dla siebie odpowiada moim potrzebom i rodzaju sprzętu jakiego będę używał do sondowania i szukania perfekcyjnych dla mnie miejsc na położenie zestawu.
Jeziora płytkie – dla mnie to zbiorniki do 3m głębokości, w których badanie dna mogę w całości przeprowadzić dokładnie „ręcznie”. Są to zazwyczaj zbiorniki, których najgłębsze miejsca znajdują się w centralnej części, a najciekawsze miejsca to linie brzegowe. Znajduje się tam roślinność taka jak moczarka, rdestnica czy lilie lub grążele. Na dnie najczęściej spotkamy muł o różnej konsystencji oraz grubości. Dla mnie są to jedne z najciekawszych i najlepszych miejsc na położenie zestawu. Karp z natury żeruje przy dnie i „ryje” w mule w poszukiwaniu wszelkiego rodzaju robaków i innych żyjątek, które się w nim znajdują. Jest to naturalna stołówka wielu ryb, które przebywają w takich miejscach ze względów żywieniowych, ale również ochronnych. Osobiście byłem świadkiem, kiedy ryba po braniu z dużej odległości, zamiast uciekać w zarośla, wolała zakopać się w głębokim mule i bezpiecznie czekać na rozwój sytuacji. Grążele czy rdestnica razem z mulistym miejscem to dla mnie połączenie doskonałe. Ryby, które wpływają w takie miejscówki nie dość, że czują się bezpieczniej to dodatkowo korzystają z naturalnej stołówki. Nigdy nie przepływam obojętnie obok takiego miejsca. Od razu w ruch idzie niezastąpiona jak dla mnie sztyca do badania dna i obstukuje sobie oczka wśród wystających roślin. Jest to najważniejsza kwestia, gdyż pod wodą mogą znajdować się najróżniejsze rzeczy. Gałęzie zwalonych drzew, mocno rozwinięty system korzeni grążeli czy jakiekolwiek inne przeszkody. Kładąc zestaw bez wcześniejszego zbadania dna, mimo wizualnie idealnej miejscówki, możemy często przesiedzieć kilka dni bez brania, a powodem będzie źle ułożony lub zaczepiony zestaw o podwodną zawadę.

Kolejnymi bardzo ciekawymi lecz trudnymi technicznie miejscami przy linii brzegowej są stare pomosty lub zwalone drzewa, których całe korony gałęzi znajdują się zazwyczaj pod lustrem wody. Są to fantastyczne miejsca tak zwane mateczniki, gdzie ryby przebywają i czują się bardzo bezpiecznie. Jeśli chodzi o samo branie, są to istne bankówki, jednak większy problem pojawia się podczas samego holu. Położenie zestawu nawet kilka metrów obok i odpowiednie zanęcenie, daje sporą szansę na to, że karp wyjdzie ze swojego podwodnego azylu i da się ponieść kubkom smakowym jednak bardzo możliwe jest, że podczas brania, za wszelką cenę będzie uciekał w miejsce, z którego wyciągnięcie go może okazać się bardzo trudne.

Osobiście zazwyczaj wybieram pierwszą opcję i uzbrojony w bolta oraz podbierak ze sztywną ramą wolę odczepiać kolejne metry strzałówki z twardych łodyg lub liści niż ciąć ją i dowiązywać podczas walki w podwodnych konarach i gałęziach.

Jeziora głębokie – powyżej 3m głębokości, które zazwyczaj są bardzo lejowate, mają ostre spady kończące się czasem nawet na kilkunastu metrach głębokości. Bardzo często występujące jeziora w Polsce, gdzie na większości obszaru, nie biorąc pod uwagę płytkich zatok, łowimy na otwartej wodzie. Spady zazwyczaj są tak ostre, że nie pozwalają na położenie zestawu przy brzegach. W takiej sytuacji nieodzownym elementem mojego wyposażenia jest dobra echosonda. Koniecznie z GPS, dzięki, któremu bez oznaczania miejsca długimi markerami, możemy wracać w to samo miejsce za każdym razem i kłaść swój zestaw z dużą dokładnością. Sonda pozwala znaleźć odpowiednie miejsca na samym spadzie, gdzie szukamy tak zwanych „półek” lub wypłaszczenia dna na końcu spadu. Głębokości w takich miejscach mogą wahać się w granicach 4, a nawet kilkunastu metrów. Wszystko oczywiście zależy od charakterystyki danego zbiornika i tego co uda nam się znaleźć. Jeżeli nasze „echo” pozwala na dokładne odczytanie rodzaju dna i rozpoznanie tego co na nim się znajduje, możemy odpuścić sobie skanowanie ręczne. Kiedy chcemy być jednak pewni miejsca gdzie za chwilę położymy zestaw, wystarczy ciężarek powyżej 200 gram, odpowiednia długość plecionki i możemy w prosty sposób upewnić się, że jest to miejsce, którego oczekiwaliśmy. Technicznie takie miejscówki są dużo prostsze, a sam hol zazwyczaj może odbyć się bez środka pływającego gdyż ryba zazwyczaj odchodzi na otwartą wodę i teoretycznie nie powinna spotkać na swojej drodze przeszkody, uniemożliwiającej jej wyholowanie. Dodatkowym atutem, który stał się ostatnio bardzo popularny to kamery podwodne. Długi kabel i coraz lepsza jakość obrazu za niewielkie pieniądze potrafią pokazać nam to, co czasem ciężko odczytać na najlepszej sondzie. Podczerwień pomaga w głębszych i ciemniejszych partiach wody, a my możemy czuć się pewni, że w danym miejscu nie czeka na nas niemiła „niespodzianka”. Dodatkowo w momencie, którego najbardziej nie lubimy, czyli ustaniu lub braku brań, w łatwy sposób możemy sprawdzić czy z naszej miejscówki znikają wrzucane przez nas kulki, pellety czy różnego rodzaju ziarna.

Najciekawsze w mojej opinii, ale dość rzadko przeze mnie odwiedzane łowiska to stare, duże żwirownie. Ukształtowanie dna w takich miejscach potrafi nie raz zaskoczyć. Już kilka metrów od brzegu możemy mieć spadki na kilka metrów, a na samym środku zbiornika po kilkudziesięciu metrach ciągłego równego blatu spotkać górki, dołki lub sporej wielkości wypłycenia, na które nierzadko można wyjść nawet po kolana z pontonu. Dlatego nieodzownym elementem sondowania na akwenach tego typu jest echosonda, a w wyborze miejscówki może ograniczać nas tylko wyobraźnia. Przed górką, za górką, na blacie, w dołkach czy na szerszych wypłyceniach. Omijamy przeważnie tylko ostre szczyty górek i spady, gdzie wiadomo, że utrzymanie zestawu oraz samo zanęcenie jest bardzo trudne i ryby przeważnie nie żerują w takich miejscach. Z uwagi na ogromną ilość ostrych krawędzi warto korzystać podczas holu ze środka pływającego. Jeżeli oczywiście znamy dobrze łowisko i nie jest to konieczne, łatwiej będzie holować z brzegu. Dno przeważnie na takich zbiornikach jest twarde, miejscami może pojawić się lekki namułek. Ryby, które muszą sobie radzić w kamienistym lub piaszczystym dnie, posiadają zazwyczaj bardzo mocno rozwinięte i twarde wargi.

Z racji, że uwielbiam naturę, las, spokój i ciszę moimi głównymi wyborami są naturalne jeziora i to właśnie we wcześniej wspomnianych miejscach szukam tego najbardziej do mnie przemawiającego i pasującego do mojej koncepcji łowienia obszaru gdzie położę swój zestaw i będę spał spokojnie. Oczywiście każdy ma swoje sposoby oraz wizje na to jak lub gdzie szukać tej najlepszej miejscówki, ale w razie jakichkolwiek pytań to zapraszam do dyskusji.
Pozdrawiam Piotr „Łowik” Łowiński.
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii MIEJSCÓWKI
