Przygotowania do sezonu
Autor: Piotr Łowiński
Data dodania: 27-01-2025
Wyświetleń: 409
Ogólne porządki – zaczynając przygotowania do nowego sezonu startuję przede wszystkim od porządków we wszystkich torbach, ale najważniejszy jest dla mnie tackle box. To w nim trzymam wszystkie niezbędne materiały do budowania przyponów i moim priorytetem jest aby był w nim porządek. Sprawdzam stan wszystkich plecionek, ilości dostępnych haków, krętlików, gumek, pozycjonerów itd. Na podstawie tego mogę sporządzić sobie listę zakupów rzeczy niezbędnych, które muszę zakupić, a osobiście wolę mieć zapas niż martwić się, że czegoś może mi zabraknąć. Dodatkowo jest to świetna okazja, aby wszystko poukładać według własnego uznania i w razie potrzeby szybciej reagować nad wodą. Bardzo często zdarzało mi się, że podczas ogólnych porządków przypominały się inne tematy np. rozdarta siatka od podbieraka, złamana igła do kulek, problemy z hangerem, a odpowiednio szybka reakcja pozwoliła na zakup, wymianę czy serwis danego sprzętu.
Rekonesans i rozeznanie – mając rozpisany swój wstępny terminarz wyjazdów uwielbiam czerpać informacje o zbiornikach, na które planuję się wybrać. Oczywiście znając daną wodę bazuję już na własnym doświadczeniu, ale gdy w planach ujęta jest nowa dla mnie woda, często przed wyjazdem staram się dowiedzieć o niej czegoś więcej. Nie mam tu na myśli oglądanie filmów, na którym osoby już tam łowiące pokazują dokładne miejsca położenia zestawów, ale ogólne informacje, przede wszystkim o charakterystyce łowiska. Jeżeli jest dostępna to zawsze zaczynam od batymetrii, a jeśli nie to chociaż od opisu gdzie można spodziewać się danych głębokości. Kolejną przydatną informacją jest dla mnie to co znajduje się na dnie oraz przy liniach brzegowych. Czy jest to zbiornik mulisty, z roślinnością, powalonymi drzewami lub starymi pomostami. Daje mi to wstępny obraz jak powinienem przygotować się pod względem zestawów końcowych. Ostatnim punktem, który dotyczy łowisk prywatnych to regulamin oraz presja wędkarska i ewentualnie populacja ryb. Daje mi to szereg informacji czym i w jakich ilościach mogę nęcić, a tym samym wstępnie oszacować zakup towaru, o którym napiszę więcej w jednym z dalszych punktów.
Przypony – osobiście jestem ogromnym zwolennikiem robienia przyponów w domu. Jest to dla mnie z jednej strony forma relaksu, a z drugiej lubię to robić na spokojnie w domowym zaciszu, przy dobrym świetle, a przede wszystkim z wyprzedzeniem czasowym, aby w piórniku czekało na mnie kilka świeżych przyponów z każdego rodzaju. Aktualne rozwiązania są na tyle uniwersalne, że zrobienie sobie zestawów z wyprzedzeniem nie ogranicza nikogo i nie przeszkadza w dostosowaniu się do warunków panujących nad wodą. Szczególnie jeśli znamy charakterystykę danego zbiornika i wiemy czego możemy się spodziewać na dnie, tym bardziej przygotowanie sobie pełnego piórnika bardzo często zaoszczędzi nam czasu i może nawet nerwów nad wodą. Nie zawsze warunki podczas wędkowania mogą nam odpowiadać, a nie rzadko przewlekanie i działanie z małymi akcesoriami w pośpiechu zabiera nam część przyjemności z wyjazdu.
Zakup spożywki karpiowej – nie jest to dla mnie priorytet, ale w końcu na coś trzeba łowić. W dobie sklepów internetowych i szybkich wysyłek nie musimy się martwić, że będziemy musieli długo czekać na towar, który zamówiliśmy. W skrajnych przypadkach zdarzało mi się nawet zamawiać kulki nad wodę widząc, że jednak źle oszacowałem potrzebną ilość, a brania nie ustają. Mimo to osobiście preferuję zakupy na dłuższy czas, szczególnie, że składam zamówienia personalizowane np. dużą ilość kulek większego rozmiaru, które i tak wiem, że zużyję. Mając plan wyjazdów i chociaż minimalne rozeznanie w łowiskach, na które pojedziemy możemy łatwo oszacować przede wszystkim co potrzebujemy, czy są to same kule, może również pellet albo ziarna i wstępnie dostosowujemy ilości jakie możemy wykorzystać. Oczywiście sytuacja u każdego może wyglądać zupełnie inaczej. Osoby łowiące na niewielkich zbiornikach z dużą presją wędkarską prawdopodobnie będą potrzebowały dużo mniej towaru niż Ci, którzy swoich sił próbują na sporych zaporówkach, jeziorach polodowcowych czy rzekach. Temat ilości sypania nadaje się na osobny artykuł, ale wymaga to dużej elastyczności i umiejętności dostosowania się do warunków i miejsca gdzie łowimy. Dlatego warto zastanowić się czy jest sens aby kupować spore ilości karpiowego jadła, kiedy nie mamy w planach wielu wyjazdów, a szczególnie takich, które wymagałyby od nas obfitego nęcenia.
Przygotowanie własnej zanęty – okres zimowy to niewątpliwie dobry czas dla osób, które same przygotowują własną spożywkę karpiową. Mieszanie mixów do produkcji kulek, sama ich produkcja czy gotowanie kukurydzy lub orzecha zajmują sporą ilość czasu, a wolny okres przed rozpoczęciem wyjazdów nadaje się idealnie aby przygotować używaną przez nas zanętę. Ja własnych kulek z racji na brak warunków nie robię już dawno, ale szykowanie tygrysów czy kukurydzy w beczkach na stałe zagościło w moim spisie przygotowań do nowego sezonu. Najważniejszym czynnikiem jest oczywiście oszczędność pieniędzy, ale również ciągła dostępność. Dobrze przygotowane i przechowane ziarna mogą czekać przez długi czas, a z beczek przekładamy do mniejszych wiader na chwilę przed wyjazdem w ilości jaka nam odpowiada.
Serwis, czyszczenie, impregnacja – nie zapominajmy również o kondycji naszego sprzętu takiego jak kołowrotki, namioty, łóżka, akumulatory itd. Aby przedłużyć ich żywotność i prawidłowe funkcjonowanie warto zainteresować się czystością i smarowaniem kołowrotków, wyczyszczeniem i zabezpieczeniem materiału naszych karpiowych „M”, naładowanie akumulatorów czy odkurzenie łóżka i śpiwora. W trakcie sezonu zazwyczaj nie ma na to czasu, a profilaktyka przy tak drogim sprzęcie ma ogromne znaczenie, a sprzęt zadbany odwdzięczy nam się długoletnim i bezproblemowym użytkowaniem, oczywiście z wyłączeniem sytuacji skrajnych czy losowych.
Tak właśnie wyglądają od kilku lat moje zimowe przygotowania do nowego sezonu. Wyrobione z doświadczeniem pewne nawyki owocują w dobrą organizację, zabezpieczenie się przed różnymi niechcianymi sytuacjami i spokój przed zbliżającym się terminem wyjazdu. Daje mi to komfort i prawie całkowitą pewność, że od strony technicznej nie zaskoczy mnie nic, nie licząc wypadków losowych, na które nie mamy wpływu. Artykuł ma oczywiście charakter poglądowy, ale wskazówki w nim zawarte mogą przydać się i pomóc w organizacji tego zimowego oczekiwania . Materiały na zdjęciach to również nie jest żadna reklama, a po prostu akcesoria, które używam po wieloletnich próbach i doświadczeniach. Jeżeli macie jakiekolwiek pytania, zapraszam do kontaktu, tymczasem życzę wam zdrowia oraz owocnego czasu przygotowań, aby dzięki niemu, na waszych matach wylądowało jak najwięcej pięknych ryb w nadchodzącym sezonie.
Pozdrawiam, Piotr „Łowik” Łowiński.
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii PORADY
Przez ostatnie lata zima dość łagodnie traktuje nas karpiarzy, a dla niektórych sezon trwa cały rok. Wyjazdy za granicę, ciepłe kanały lub po prostu miejsca w południowej części Polski pozwalają łowić prawie cały czas. W moim przypadku niemalże każdego roku kończę swoje wyjazdy w listopadzie, a nad wodę wracam w okolicach marca. Wyjątkiem od reguły był miniony sezon, w którym postanowiłem złowić grudniowego oraz styczniowego karpia. Geneza moich przygotowań rozpoczyna się już od planowania na jakich wodach będę łowił w nowym roku i do nich dostosowuję całą resztę. Aktualnie przy sporej presji łowisk specjalnych, rezerwacje rozpoczynają się już na kilka do kilkunastu miesięcy przed planowanym wyjazdem. Daje to sporo czasu na zebranie ważnych informacji odnośnie akwenu, a tym samym przygotowanie się w odpowiedni sposób do łowienia.
Początek roku to idealny moment na przejrzenie swoich organizerów, toreb lub innych boxów w celu sprawdzenia czego nam brakuje i w co potrzebujemy się zaopatrzyć aby niczego nie zabrakło nad samą wodą. Od stycznia do połowy marca w całej Europie organizowane są spore ilości targów wędkarskich, a tym samym pokazy nowości, możliwość obejrzenia ogromnej ilości sprzętu wielu firm w jednym miejscu oraz rozmowy i wymiana doświadczeń z innymi osobami związanymi z naszym hobby. Osobiście korzystałem z tego typu imprez na początku swojej przygody z karpiowaniem i uważam, że jest to świetny sposób na zebranie wielu przydatnych informacji, poznanie nowych osób i możliwość osobistego i „namacalnego” sprawdzenia potrzebnego nam sprzętu.

Ogólne porządki – zaczynając przygotowania do nowego sezonu startuję przede wszystkim od porządków we wszystkich torbach, ale najważniejszy jest dla mnie tackle box. To w nim trzymam wszystkie niezbędne materiały do budowania przyponów i moim priorytetem jest aby był w nim porządek. Sprawdzam stan wszystkich plecionek, ilości dostępnych haków, krętlików, gumek, pozycjonerów itd. Na podstawie tego mogę sporządzić sobie listę zakupów rzeczy niezbędnych, które muszę zakupić, a osobiście wolę mieć zapas niż martwić się, że czegoś może mi zabraknąć. Dodatkowo jest to świetna okazja, aby wszystko poukładać według własnego uznania i w razie potrzeby szybciej reagować nad wodą. Bardzo często zdarzało mi się, że podczas ogólnych porządków przypominały się inne tematy np. rozdarta siatka od podbieraka, złamana igła do kulek, problemy z hangerem, a odpowiednio szybka reakcja pozwoliła na zakup, wymianę czy serwis danego sprzętu.

Rekonesans i rozeznanie – mając rozpisany swój wstępny terminarz wyjazdów uwielbiam czerpać informacje o zbiornikach, na które planuję się wybrać. Oczywiście znając daną wodę bazuję już na własnym doświadczeniu, ale gdy w planach ujęta jest nowa dla mnie woda, często przed wyjazdem staram się dowiedzieć o niej czegoś więcej. Nie mam tu na myśli oglądanie filmów, na którym osoby już tam łowiące pokazują dokładne miejsca położenia zestawów, ale ogólne informacje, przede wszystkim o charakterystyce łowiska. Jeżeli jest dostępna to zawsze zaczynam od batymetrii, a jeśli nie to chociaż od opisu gdzie można spodziewać się danych głębokości. Kolejną przydatną informacją jest dla mnie to co znajduje się na dnie oraz przy liniach brzegowych. Czy jest to zbiornik mulisty, z roślinnością, powalonymi drzewami lub starymi pomostami. Daje mi to wstępny obraz jak powinienem przygotować się pod względem zestawów końcowych. Ostatnim punktem, który dotyczy łowisk prywatnych to regulamin oraz presja wędkarska i ewentualnie populacja ryb. Daje mi to szereg informacji czym i w jakich ilościach mogę nęcić, a tym samym wstępnie oszacować zakup towaru, o którym napiszę więcej w jednym z dalszych punktów.

Przypony – osobiście jestem ogromnym zwolennikiem robienia przyponów w domu. Jest to dla mnie z jednej strony forma relaksu, a z drugiej lubię to robić na spokojnie w domowym zaciszu, przy dobrym świetle, a przede wszystkim z wyprzedzeniem czasowym, aby w piórniku czekało na mnie kilka świeżych przyponów z każdego rodzaju. Aktualne rozwiązania są na tyle uniwersalne, że zrobienie sobie zestawów z wyprzedzeniem nie ogranicza nikogo i nie przeszkadza w dostosowaniu się do warunków panujących nad wodą. Szczególnie jeśli znamy charakterystykę danego zbiornika i wiemy czego możemy się spodziewać na dnie, tym bardziej przygotowanie sobie pełnego piórnika bardzo często zaoszczędzi nam czasu i może nawet nerwów nad wodą. Nie zawsze warunki podczas wędkowania mogą nam odpowiadać, a nie rzadko przewlekanie i działanie z małymi akcesoriami w pośpiechu zabiera nam część przyjemności z wyjazdu.

Zakup spożywki karpiowej – nie jest to dla mnie priorytet, ale w końcu na coś trzeba łowić. W dobie sklepów internetowych i szybkich wysyłek nie musimy się martwić, że będziemy musieli długo czekać na towar, który zamówiliśmy. W skrajnych przypadkach zdarzało mi się nawet zamawiać kulki nad wodę widząc, że jednak źle oszacowałem potrzebną ilość, a brania nie ustają. Mimo to osobiście preferuję zakupy na dłuższy czas, szczególnie, że składam zamówienia personalizowane np. dużą ilość kulek większego rozmiaru, które i tak wiem, że zużyję. Mając plan wyjazdów i chociaż minimalne rozeznanie w łowiskach, na które pojedziemy możemy łatwo oszacować przede wszystkim co potrzebujemy, czy są to same kule, może również pellet albo ziarna i wstępnie dostosowujemy ilości jakie możemy wykorzystać. Oczywiście sytuacja u każdego może wyglądać zupełnie inaczej. Osoby łowiące na niewielkich zbiornikach z dużą presją wędkarską prawdopodobnie będą potrzebowały dużo mniej towaru niż Ci, którzy swoich sił próbują na sporych zaporówkach, jeziorach polodowcowych czy rzekach. Temat ilości sypania nadaje się na osobny artykuł, ale wymaga to dużej elastyczności i umiejętności dostosowania się do warunków i miejsca gdzie łowimy. Dlatego warto zastanowić się czy jest sens aby kupować spore ilości karpiowego jadła, kiedy nie mamy w planach wielu wyjazdów, a szczególnie takich, które wymagałyby od nas obfitego nęcenia.

Przygotowanie własnej zanęty – okres zimowy to niewątpliwie dobry czas dla osób, które same przygotowują własną spożywkę karpiową. Mieszanie mixów do produkcji kulek, sama ich produkcja czy gotowanie kukurydzy lub orzecha zajmują sporą ilość czasu, a wolny okres przed rozpoczęciem wyjazdów nadaje się idealnie aby przygotować używaną przez nas zanętę. Ja własnych kulek z racji na brak warunków nie robię już dawno, ale szykowanie tygrysów czy kukurydzy w beczkach na stałe zagościło w moim spisie przygotowań do nowego sezonu. Najważniejszym czynnikiem jest oczywiście oszczędność pieniędzy, ale również ciągła dostępność. Dobrze przygotowane i przechowane ziarna mogą czekać przez długi czas, a z beczek przekładamy do mniejszych wiader na chwilę przed wyjazdem w ilości jaka nam odpowiada.

Serwis, czyszczenie, impregnacja – nie zapominajmy również o kondycji naszego sprzętu takiego jak kołowrotki, namioty, łóżka, akumulatory itd. Aby przedłużyć ich żywotność i prawidłowe funkcjonowanie warto zainteresować się czystością i smarowaniem kołowrotków, wyczyszczeniem i zabezpieczeniem materiału naszych karpiowych „M”, naładowanie akumulatorów czy odkurzenie łóżka i śpiwora. W trakcie sezonu zazwyczaj nie ma na to czasu, a profilaktyka przy tak drogim sprzęcie ma ogromne znaczenie, a sprzęt zadbany odwdzięczy nam się długoletnim i bezproblemowym użytkowaniem, oczywiście z wyłączeniem sytuacji skrajnych czy losowych.

Tak właśnie wyglądają od kilku lat moje zimowe przygotowania do nowego sezonu. Wyrobione z doświadczeniem pewne nawyki owocują w dobrą organizację, zabezpieczenie się przed różnymi niechcianymi sytuacjami i spokój przed zbliżającym się terminem wyjazdu. Daje mi to komfort i prawie całkowitą pewność, że od strony technicznej nie zaskoczy mnie nic, nie licząc wypadków losowych, na które nie mamy wpływu. Artykuł ma oczywiście charakter poglądowy, ale wskazówki w nim zawarte mogą przydać się i pomóc w organizacji tego zimowego oczekiwania . Materiały na zdjęciach to również nie jest żadna reklama, a po prostu akcesoria, które używam po wieloletnich próbach i doświadczeniach. Jeżeli macie jakiekolwiek pytania, zapraszam do kontaktu, tymczasem życzę wam zdrowia oraz owocnego czasu przygotowań, aby dzięki niemu, na waszych matach wylądowało jak najwięcej pięknych ryb w nadchodzącym sezonie.
Pozdrawiam, Piotr „Łowik” Łowiński.
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii PORADY
